Jak wygląda praca przy komisjach wyborczych?

 

Wybory to nie tylko wyborcy. Udział w nich biorą całe legiony członków i członkiń komisji wyborczych, mężowie zaufania oraz obserwatorzy. Tak się składa, że takich nie brakuje i na naszej uczelni, więc postanowiliśmy zapytać paru z nich o to jak wygląda praca przy komisjach wyborczych z ich perspektywy.

Wybory 2023: wylosowano numery list komitetów wyborczych

 

Ola Baran

Zgłosiłam się do komisji wyborczej w moim rodzinnym mieście, Krakowie. Zawsze chciałam się  dowiedzieć i zobaczyć na własne oczy jak to wygląda.

Otwórz zdjęcieOkoło tydzień przed wyborami, mieliśmy się stawić w urzędzie miasta na szkoleniu. Wtedy też pierwszy raz widziałam członków komisji, z której to musieliśmy również wybrać przewodniczącego, oraz jego zastępcę. Miałam szczęście, ponieważ w mojej komisji była pani, która była przewodniczącą w różnych wyborach już 6 razy, tak że wszyscy zgodnie postanowiliśmy, że osoba z największym doświadczeniem zostanie przewodniczącym. Zostało zadecydować, kto zostanie zastępcą. Po krótkiej dyskusji, udało mi się zostać zastępcą. Jako że były to moje pierwsze wybory, nie byłam do końca pewna co mnie czeka, jednakże miałam świadomość, że będę mieć więcej obowiązków. 

W przeddzień wyborów stawiliśmy się o 7 rano w miejscu wyborów do którego byliśmy przydzieleni. Czekaliśmy na dostawę kart do głosowania, oraz innych dokumentów i artykułów pomocniczych takich jak spis wyborców, plakaty, długopisy itp. Naszym zadaniem było rozwieszenie obwieszczeń i innych plakatów, policzenie kart do głosowania i spisanie wstępnego protokołu. Nasza komisja okazała się jedną z największych w Krakowie, ponieważ liczyła ponad 2000 osób. Dlatego musieliśmy się przygotować mentalnie do następnego dnia. 

W dniu wyborów naszym obowiązkiem było stawić się w komisji wyborczej o 6.00 rano w pełnym składzie, a lokal wyborczy był otwarty od 7.00 do 21.00. W ciągu trwania głosowania nie natrafiliśmy na żadne problemy, głosowanie przebiegało sprawnie. Trzeba mieć jednak świadomość, że w okolicach godziny 13.00 oraz 17.00, kiedy jest największy ruch, kolejki u nas zawijały się na korytarzu, a czas oczekiwania na głosowanie trwał wtedy około 20 minut. W naszej komisji byli obecni również 2 mężowie zaufania, którzy czujnie pilnowali wyborów.

Otwórz zdjęcie

O godzinie 21.00 lokal wyborczy został zamknięty, a my zabraliśmy się do liczenia głosów. Z uwagi na ogromną ilość wyborców, nasza praca zakończyła się o 9 rano następnego dnia. W tym czasie ja, oraz przewodnicząca komisji pojechałyśmy specjalną taksówką pod urząd miasta, by zdać protokoły z głosowania oraz resztę worków z kartami do głosowania. Po wejściu do urzędu spotkał nas „przerażający” widok ludzi, którzy jak się okazało, czekali w urzędzie od wczesnych godzin nocnych, i dalej nie dostali odpowiedzi, czy z dokumentami wszystko w porządku. Zdarzały się sytuacje, że na protokole nie było parafy jakiegoś członka komisji i komisja była zmuszona zwołać się raz jeszcze w celu podpisania protokołu. Zdarzyły się też sytuacje, że komisja była zmuszona zwołać się jeszcze raz w celu przeliczenia głosów i kart. Z tych względów atmosfera była bardzo napięta. My miałyśmy „szczęście”, ponieważ z naszymi protokołami było wszystko okej, i o 13.30 zostałyśmy wypuszczone z urzędu.

Podsumowując, pomimo braku snu przez prawie 40 godzin, uważam że było warto i na pewno powtórzę tę przygodę. Szczególnie polecam tę pracę młodym, ponieważ jest to szansa na spotkanie różnych ludzi i różnych charakterów. Praca ta również, uczy wytrwałości w dążeniu do celu, pokory, współpracy z ludźmi, za którymi możesz nie przepadać, , oraz nie poddawania się.

 

Jacek Piotrowicz

Praca jako mąż zaufania była dla mnie, człowieka, który ceni sobie demokratyczne wartości, spełnieniem obywatelskiego obowiązku. Byłem wyznaczony do specyficznej komisji, w Ośrodku Pomocy Społecznej w Piotrkowie Trybunalskim.

Otwórz zdjęcie

Była to komisja zamknięta, w której w wyborach uczestniczyli jedynie pensjonariusze ośrodka. Praca z nimi była wymagająca, ponieważ wielu z nich z powodu zasłużonego wieku lub chorób miało problemy z poruszaniem, wzrokiem, czy słuchem. Trzeba było być dodatkowo ciągle czujnym, ponieważ pracownicy OPS próbowali wpłynąć na decyzję podopiecznych poprzez słowne sugestie lub pokazywanie kratki konkretnego komitetu wyborczego. Takie zachowania nie były na szczęście tolerowane przez żadnego członka komisji, ani obserwatora. Kolejnym wyzwaniem była mobilna urna wyborcza, z którą chodziliśmy po ośrodku, aby osoby, które nie były mobilne, mogły oddać głos. Przyznam, że było to trudne, ale pouczające doświadczenie pracować z ludźmi, których w mocnym stopniu dotknął wiek, choroby, czy niepełnosprawność. Plusem takiej komisji było to, że oddanych w niej głosów było zaledwie lekko ponad pięćdziesiąt.

Miałem większe szczęście pod względem godziny, o której poszedłem do domu niż osoby, które do następnego dnia liczyły głosy, bo wróciłem już o drugiej w nocy. Myślę, że każdy obywatel powinien przeżyć taką służbę dla Państwa, żeby nauczyć się jak ważne jest oddawanie głosów i poważnie potraktować wypełnianie kart do głosowania.

 

Barbara Wywiał 


Otwórz zdjęcie

Byłam członkinią Obwodowej Komisji Wyborczej numer 14 w Winownie. Jest to mała miejscowość pod Częstochową. Komisja ta została utworzona specjalnie na te wybory. Przed czterema latami wyborcy z Winowna oddawali swój głos w większej miejscowości - Markach. Uprawnionych do głosowania było 346 osób - była to stosunkowo mała komisja. Jednak frekwencja w niej była rekordowa - łączenie wydałyśmy 263 karty wyborcze do Sejmu oraz 262 do Senatu, co stanowi 75,79% oraz 75,50%.

Zdecydowanym wygranym w mojej komisji był komitet Prawa i Sprawiedliwości, z wynikiem 149 głosów do Sejmu, druga w kolejności była Trzecia Droga z wynikiem 42, następuje Koalicja Obywatelka z 24 głosami, Konfederacją z 20 i Lewica z 16. Do Senatu również najwięcej liczbę głosów zdobył kandydat PiS-u Bogdan Majer z 132 głosami, po nim z 50 oddanymi głosami był przedstawiciel Trzeciej Drogi Krzysztof Smela. 

 Otwórz zdjęcie

Jak widać, w mojej komisji większość głosów została oddana na komitet Prawa i Sprawiedliwości. Był to wynik, którego się spodziewałam zważając na dużą ilość banerów wyborczych tej partii w okolicy oraz biorąc pod uwagę, że ugrupowanie to ma większe poparcie na wsiach. Zaobserwowałam także, że większość wyborców była w podeszłym wieku.

 

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie obecność zarówno męża zaufania, jak i obserwatora społecznego, którzy kontrolowali przebieg liczenia głosów oraz wprowadzania ich do systemu. Moim zdaniem, świadczy to o świadomości wagi tych wyborów wśród narodu oraz motywacji do przeprowadzenia ich w uczciwy sposób.

Praca w komisji była dla mnie bardzo ciekawym doświadczeniem. Miałam okazję, zobaczyć jak ciężkie jest to zadanie i ile zaangażowania wymaga. Mimo małego rozmiaru mojej komisji, skończyliśmy liczenie głosów około czwartej nad ranem. 



 

Anna Bernatowicz

 W tym roku były moje pierwsze wybory ponieważ 18 lat skończyłam w maju i od tego czasu wyczekiwałam październikowych wyborów. Na początku chciałam być w komisji, ale było tylu chętnych na Warszawę i okolicę, że niestety nie załapałam się na to stanowisko. Szczerze mówiąc myślałam, że w ogóle nie uda mi się pomóc przy wyborach, ale skontaktowałam się z osobą zajmującą się przydzielaniem komisji i znalazł mi dzień przed wyborami komisję w Mogielnicy. Bardzo się ucieszyłam, moja mama zgodziła się mnie zawieźć, bo nie mam jeszcze prawka. Następnego dnia z samego rana pojechaliśmy całą rodziną zagłosować, a od razu po tym pojechałam do Mogielnicy. Moja komisja znajdowała się w szkole podstawowej I składała się z samych pań. Mieliśmy fajne zaplecze z jedzeniem, kawą i herbatą (słyszałam, że w wielu komisjach mało co było do jedzenia). Przez większość czasu nic się nie działo, tak że szczerze nie mogłam się doczekać godziny 21.00 i początku liczenia głosów.

Brak opisu. Na samym początku okazało się, że mamy o 49 kart za dużo więc wszyscy byliśmy bardzo zestresowani, potem jednak doszliśmy do wniosku, że poprzedniego dnia ktoś z komisji mógł się pomylić przy liczeniu, bo karty były pogrupowane po 50 kart, więc też nie problem się pomylić o jedną kartkę czy kupkę. Poza tym to liczenie przebiegało dość sprawnie, koło 4.00 nad ranem przeliczyliśmy wszystko jeszcze raz (bo nadal nie wiedzieliśmy co się stało z tymi kartami) i jedna pań z komisji przejrzała jeszcze raz karty nieważne, których było 48. Podczas przeglądania zauważyła że duża część z nich wygląda na poprawnie wypełnione, więc przyjrzeliśmy się im i okazało się że 30 z nich było poprawnie wypełnionych. 90% z tych ukrytych kart była na koalicję i lewicę, więc ewidentnie intencje były jasne. Jedna z pań wiedziała kto te karty tam położył (ja osobiście też miałam swoje podejrzenia) jednak nie chciała powiedzieć. Decyzje podjął sołtys żeby już darować, bo wszyscy zmęczeni byliśmy. Moim zdaniem chciał też szybciej skończyć, bo przez te zapodziane karty mieliśmy ogromne problemy w doliczeniu się. 

Koło 5:30 opuściłam lokal, oczywiście po podpisaniu dokumentu że komisja pracowała dobrze i zgodnie z prawem. Ustaliliśmy, że zapomnimy o tej sytuacji. Osobiście zrobiłabym coś z tym, niestety byłam w mniejszości, a pani która wiedziała kto to zrobił, nie chciała powiedzieć kto to był, więc nie mogłam oskarżyć kogokolwiek. Od razu po powrocie do domu położyłam się na około 20-30 min i wstałam 6:30 i pojechałam na wykłady (byłam padnięta). Podsumowując bardzo polecam wziąć udział w takiej komisji, bo to super sprawa i ma się poczucie, że robi się coś dla dobra kraju, więc gorąco zachęcam do takiej działalności w przyszłych wyborach.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Podatek od objawów, nie od przyczyn? Krytyczna analiza projektu Lewicy o podatku od wartości nieruchomości

Fragment "Technologie Blockchain i ich zastosowania w audycie oraz transparentność sprawozdawczości finansowej"

Co wiemy po wyborach samorządowych?